W historii każdej wielkiej marki przychodzi moment, w którym trzeba pożegnać coś wyjątkowego. Czasem jest to linia modelowa, czasem silnik, a czasem filozofia, która towarzyszyła całym pokoleniom fanów i kierowców. Dla Aston Martina rok 2023 stał się właśnie takim momentem – bo oto światło dzienne ujrzał DBS 770 Ultimate Volante, czyli otwarta, limitowana wersja najmocniejszego DBS w historii. To nie jest tylko samochód. To manifest. Pożegnanie. I jednocześnie jeden z najbardziej fascynujących kabrioletów, jakie kiedykolwiek wyjechały z brytyjskiej fabryki w Gaydon.

DBS 770 Ultimate Volante to ostatnia wersja modelu, który od lat był synonimem luksusowego brutalizmu w stylu Aston Martina. Wersja coupe miała swoją premierę niemal równolegle, ale to wariant z miękkim dachem jest tym, który najlepiej oddaje ducha ostatniego tchnienia wolnossącej potęgi z brytyjskim rodowodem. To samochód stworzony z myślą o tych, którzy nie chcą kompromisów. O tych, którzy wiedzą, że prawdziwe emocje zaczynają się tam, gdzie kończy się wygładzona doskonałość.
Wizualnie DBS 770 Ultimate Volante nie pozostawia złudzeń – to maszyna o nieskrywanej agresji. Ogromna, karbonowa maska z otworami wentylacyjnymi, poszerzone nadkola, przeprojektowany splitter, dyfuzor i nowy grill o wyjątkowej fakturze – wszystko to zostało zaprojektowane nie tylko z myślą o aerodynamice, ale i o wyrazie. Tu każdy detal mówi jasno: to nie jest zwykły Aston. To finałowa symfonia, której nie da się pomylić z żadną inną.
Miękki dach wykonany z materiału najwyższej klasy można otwierać i zamykać w czasie 14 sekund, także w trakcie jazdy do prędkości 50 km/h. Po jego złożeniu, auto zyskuje jeszcze bardziej dramatyczną sylwetkę – długą, niską, muskularną, z kabiną cofniętą niemal nad tylną oś. Każdy egzemplarz otrzymuje tabliczkę z numerem serii oraz indywidualnie dobrane wykończenia kolorystyczne, które klient może dopasować w ramach programu Q by Aston Martin. To nie jest produkcja masowa – to manufaktura dla wybranych.
Wnętrze DBS 770 Ultimate Volante to świątynia luksusu i mocy. Fotele obszyte skórą Semi-Aniline z perforowanym wzorem, karbonowe akcenty, dedykowane przeszycia i logo „770 Ultimate” wyszywane na zagłówkach tworzą atmosferę absolutnej wyjątkowości. System multimedialny może nie jest najbardziej nowoczesny na rynku, ale to nie on gra tu pierwsze skrzypce. Całe wnętrze zaprojektowano tak, aby oddać hołd emocjom z jazdy, a nie gadżetom. Za kierownicą nie czujesz się jak w nowoczesnym centrum sterowania – czujesz się jak w rasowym GT o klasycznej duszy.
Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się pod maską. Choć oficjalnie Aston Martin nie potwierdza, że silnik w DBS 770 Ultimate Volante jest ostatnim tego rodzaju, wszystko na to wskazuje. Mamy tu 5,2-litrowe V12 biturbo, które generuje – zgodnie z nazwą – dokładnie 770 koni mechanicznych oraz 900 niutonometrów momentu obrotowego. Ta jednostka nie została stworzona z myślą o ekologii. Nie dba o normy emisji. Ona dba o to, by dostarczyć czystą, mechaniczną radość każdemu, kto odważy się wcisnąć pedał gazu do podłogi.
Pierwsza setka pojawia się na liczniku po 3,6 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 340 km/h. Ale nie chodzi tylko o liczby – chodzi o sposób, w jaki DBS 770 Ultimate Volante je osiąga. Odgłos silnika, zwłaszcza przy otwartym dachu, jest jak koncert rockowy w katedrze – donośny, głęboki, emocjonalny. Skrzynia biegów ZF o ośmiu przełożeniach została dostrojona tak, by zapewniać szybsze zmiany i lepszą reakcję na gaz. Nowa kalibracja zawieszenia oraz wzmocniona konstrukcja podwozia pozwalają cieszyć się prowadzeniem nawet przy bardzo wysokich prędkościach, bez utraty komfortu typowego dla GT.
DBS 770 Ultimate Volante to nie tylko auto sportowe. To również przedmiot pożądania kolekcjonerów. Powstanie jedynie 199 egzemplarzy tej wersji, a wszystkie zostały już dawno zarezerwowane. Każdy z nich stanie się pamiątką po epoce, która właśnie dobiega końca. Epoce, w której V12 było symbolem absolutu. Epoce, w której Aston Martin potrafił jeszcze budować auta szalone, nieprzewidywalne i nieskrajnie logiczne – ale za to pełne duszy.
Ten model to ostatni krzyk wolnossącej legendy. Ostatni raz, kiedy możesz poczuć ryk dwunastu cylindrów bez elektronicznych filtrów. Ostatni moment, w którym luksus, prędkość i emocje łączą się w jedno z tak bezczelną elegancją.
















