BMW E21 zadebiutowało w 1975 roku jako następca kultowej serii 02 i jednocześnie jako pierwszy przedstawiciel nowej linii oznaczonej symbolem Serii 3. Był to model, który wyznaczył nowy standard wśród kompaktowych, sportowych sedanów z napędem na tył. Wersja 316, czyli jedna z podstawowych odmian, napędzana była silnikiem o pojemności 1.6 litra i należała do najczęściej wybieranych ze względu na przystępną cenę, prostą konstrukcję oraz niskie koszty utrzymania. Charakterystyczna sylwetka z opadającym przodem, znana jako „rekin”, oraz kokpit nachylony w stronę kierowcy stały się ikoną lat 70. i 80., a E21 do dziś cieszy się dużym uznaniem wśród kolekcjonerów i pasjonatów klasycznej motoryzacji. Wszystkie egzemplarze E21 były dwudrzwiowe, co podkreślało ich sportowy charakter.


Darek już na początku lat 2000 zakochał się w tym modelu, posiadając kiedyś egzemplarz, który zapadł mu w pamięć właśnie przez rekinowaty przód i niepowtarzalną deskę rozdzielczą skierowaną ku kierowcy. Po latach zdecydował się wrócić do marzeń i w 2010 roku nabył kolejnego E21. Początkowo miało to być auto w idealnym stanie, jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała oczekiwania. W poszukiwaniu lepszej bazy trafił na drugie auto, które stało się dawcą wielu kluczowych elementów. Połączenie dwóch egzemplarzy w jeden okazało się strzałem w dziesiątkę. Samochód został rozebrany do ostatniej śrubki, a wszystko, co nosiło ślady zużycia, zostało wymienione na nowe. Zdecydowano się także na zmianę koloru z oryginalnego Bronzitbeige na brązowy lakier z palety Volkswagena o kodzie LA8X, który idealnie wpisał się w zamysł stylistyczny. Od tego momentu przez kolejne 15 lat Darek dopieszczał każdy szczegół, bez kompromisów, kierując się własną wizją samochodu doskonałego.


Inspiracją dla niego był styl niemiecki – nisko, szeroko, klasycznie. Zależało mu na tym, by auto miało pojedyncze przednie światła, kubełkowe fotele Recaro, polerkę pod maską oraz podwójne gaźniki. BMW miało być samochodem na weekendowe przejażdżki i specjalne okazje, w tym także tym, który zawiózł go wraz z żoną do ślubu. Od tamtej pory nie widział ani jednej kropli deszczu, nie był myty wodą, a jedynie przecierany na wilgotno z użyciem detailerów. Wszystko po to, aby zachować go w doskonałym stanie i uniknąć korozji, której E21 nie wybacza.



Pod maską pozostał oryginalny silnik 1.6 litra po pełnym remoncie, chociaż przez pewien czas w garażu czekała jednostka M Power. Finalnie zrezygnowano z niej z obawy, że zbyt duża moc mogłaby zniszczyć karoserię. Remont jednostki napędowej połączono z montażem pełnego wydechu z nierdzewki i kolektorami w układzie 4-2-1, sprowadzonymi z USA. Zmieniono również gaźniki – fabryczny został zastąpiony przez dwa dwugardzielowe Solexy PHH 40 rodem z motorsportu. Towarzyszy im nowa elektryczna pompa paliwa, a dźwięk wydobywający się spod maski przypomina rasowe rajdówki z lat 80. Choć mocy nigdy nie sprawdzano, szacunkowo może wynosić około 120 KM, jednak nie to było celem. Liczy się przede wszystkim dźwięk, moment obrotowy i niepowtarzalna charakterystyka pracy gaźników.

Układ napędowy pozostał w pełni seryjny, chociaż Darek nie ukrywa, że poluje na skrzynię pięciobiegową oraz szperę. Problem w tym, że części te są dostępne jedynie w kosmicznych cenach. Hamulce również pozostają fabryczne, ale zostały w pełni odnowione – nowe tarcze, klocki i zregenerowane bębny z tyłu. Zawieszenie to już jednak inna historia. Zamiast klasycznego setupu pojawił się tutaj airride, który pozwala na radykalne obniżenie auta na postoju i komfortową jazdę na co dzień. Dodatkowo zastosowano rozpórki z polerowanego aluminium z przodu i tyłu, co poprawia sztywność nadwozia.


Wizualnie samochód przeszedł szereg zmian. Poza wspomnianym lakierem i zawieszeniem, pojawiły się też customowe felgi trzyczęściowe z rotorem Ronal, kapslami Alpina i szerokimi, polerowanymi rantami. Felgi mają 16 cali średnicy, a ich szerokość to około 8,5 lub 9 cali z przodu i 9,5 cala z tyłu. Zastosowano do nich wąskie opony 165 z dużym naciągiem. Zmieniono także światła – z przodu zamontowano pojedyncze lampy z białymi kierunkowskazami, a z tyłu pojawiły się pełne czerwone klosze. Samochód wyposażony jest w oryginalne brązowe szyby, co w tym modelu uchodzi za prawdziwy rarytas.

Wnętrze zostało całkowicie przetapicerowane, zregenerowano deskę rozdzielczą, a na konsoli centralnej pojawiło się oryginalne radio z epoki. Kierownica to drewniana Nardi Torino, a gałka zmiany biegów również wykonana jest z drewna. Całość dopełniają fotele kubełkowe Recaro, które świetnie wpisują się w klasyczny klimat auta. Wrażenia z jazdy są wyjątkowe – ryk gaźników, doskonałe spasowanie kół z nadkolami i niskie zawieszenie robią ogromne wrażenie. Auto jest użytkowane wyłącznie w suche, ciepłe dni i nigdy nie widziało deszczu. Darek przyznaje, że najchętniej nie zamykałby maski, żeby móc cały czas patrzeć na komorę silnika.




W kwestii dostępności części nie ma większych problemów, zwłaszcza odkąd odkrył niemiecki sklep Wallothnesch, oferujący oryginalne elementy w rozsądnych cenach. Synchronizacja gaźników wymagała pomocy doświadczonego mechanika, ale po kilku próbach udało się uzyskać idealne ustawienie. Na ten moment nie planuje żadnych konkretnych ulepszeń, ale jak sam mówi, to skarbonka bez dna – zawsze znajdzie się coś, co można dopracować lub zmienić.

Na koniec warto dodać ciekawostkę – Darek spełnił swoje marzenie o posiadaniu elementu auta na ścianie, jak w amerykańskich warsztatach. Rozciął dawcę i jedną jej część powiesił w garażu, tworząc unikalną dekorację i pamiątkę swojej motoryzacyjnej pasji.






