BMW serii 3 w generacji E92, które zadebiutowało w połowie pierwszej dekady XXI wieku, od początku uchodziło za jeden z najdojrzalszych modeli w historii marki. Było to coupe stworzone według klasycznej bawarskiej filozofii – długie drzwi, mocno zarysowana linia boczna, perfekcyjnie wyważone proporcje oraz układ napędzany na tył, który dawał kierowcy poczucie pełnej kontroli. E92 szybko stało się samochodem marzeń dla wielu fanów BMW, szczególnie dla tych, którzy mieli wcześniej kontakt ze starszymi generacjami. Tomek należał do tej grupy. Zanim trafił na swój egzemplarz, jeździł wcześniej dwoma modelami E46, ale to właśnie E92 było tą jedyną wymarzoną sylwetką, do której wracał w myślach. Kiedy w 2006 roku wyjechało z fabryki, stanowiło technologiczny krok naprzód, zachowując jednocześnie sportowy charakter poprzedników. Gdy wreszcie udało się je kupić, auto było seryjną wersją z pakietem M na zewnątrz, ale Tomek wiedział od pierwszego dnia, że nie będzie to zwykłe daily do podjeżdżania po zakupy. Miało to być auto do wszystkiego – szybkie, efektowne i takie, które zawsze wyróżnia się na drodze.

Inspiracją stał się styl German Look, od lat niezwykle popularny w środowisku BMW. Wizja była jasna – auto miało być niskie, szerokie i postawione na oponach o mocnym strechu, tak aby wizualnie dominowało nad seryjnymi samochodami mijanymi na ulicy. E92 miało prezentować się agresywnie, dynamicznie i odważnie, a jednocześnie zachować swój fabryczny, klasyczny charakter coupé. Tomek chciał stworzyć samochód, który będzie odzwierciedleniem jego marzeń oraz zamiłowania do tuningowej estetyki, a nie kolejną typową trójką.
Pod maską jego egzemplarza pracuje kultowy silnik M57 o pojemności 3.0, jedna z najbardziej legendarnych jednostek wysokoprężnych BMW, ceniona za trwałość i charakter pracy. W tym przypadku połączono go z manualną skrzynią biegów, co daje pełną kontrolę nad autem i pozwala poczuć każdy moment narastającego momentu obrotowego. Silnik został podniesiony do poziomu stage 2 – Tomek zamontował większy intercooler, zastosował downpipe i przelotowy układ wydechowy, a po strojeniu uzyskał około 300 KM oraz ponad 600 Nm. Aby sprostać tym parametrom, samochód otrzymał nacinane tarcze hamulcowe, które lepiej znoszą obciążenia cieplne. Zawieszenie zostało oparte na gwincie skręconym do górnego limitu, a dodatkowo sztywność karoserii poprawiono pakietem rozpórek. Dzięki temu auto zyskało pewność prowadzenia, pozostając przy tym nisko osadzonym coupé, zgodnie z założeniami stylistycznymi.

Egzemplarz, który Tomek kupił, był wcześniej typowym „składakiem”. W dokumentach coś nie pasowało, pewne elementy wymagały poprawek, ale technicznie auto stanowiło dobrą bazę. Dziś wygląda zupełnie inaczej. BMW stoi na felgach wzorowanych na BBS, ponieważ Tomek potrzebował szerokich parapetów, a oryginały kosztują dziś ogromne pieniądze. Felgi mają rozmiar 19 cali – z przodu 9.5 cala z oponą 215/35/19, z tyłu 11 cali z oponą 245/35/19. Efekt jest spektakularny, szczególnie że całe nadwozie wzbogacił pakiet dokładek od Patryka, dobrze znanego w świecie miłośników E92. Te dodatki nadały autu ostrego, agresywnego charakteru i sprawiły, że samochód wydaje się jeszcze niższy niż w rzeczywistości. Z tyłu pojawił się dyfuzor oraz wydech stylizowany na wersję 335d, co nadało autu odpowiedniego pazura.

Wnętrze w większości pozostało seryjne, co jest rzadkością wśród mocno modyfikowanych aut. Zachowano pełne fotele sport seats z elektryczną regulacją, ale dekor został przemalowany na nowy kolor, a dla wygody codziennego użytkowania zamontowano system Android z CarPlay. Dzięki temu auto nadal jest komfortowe i funkcjonalne, mimo że wizualnie ma charakter zdecydowanie pokazowy.

E92 Tomka to samochód, który pozostaje w codziennym użytkowaniu, mimo bardzo niskiego zawieszenia i szerokiego setupu kół. Tomek regularnie odwiedza nim eventy w stylu stance i przyznaje, że wrażenia z jazdy są trudne do opisania. To spełnienie jednego z jego motoryzacyjnych marzeń – auto, które łączy wygląd, osiągi i charakter znacznie bardziej złożony niż w seryjnym egzemplarzu. Mówi, że do dziś trudno mu ubrać w słowa to uczucie, kiedy jedzie ulicą, a ludzie odwracają głowy, pokazują kciuki w górę i doceniają jego pracę.

Droga do obecnego stanu nie była jednak prosta. Większość modyfikacji Tomek wykonał własnymi rękami, czasem z pomocą znajomych przy wieczornych spotkaniach. Były trudności, były nerwy i chwilowe przestoje, ale każda kolejna część, którą udało się dopasować i zamontować, dawała ogromną satysfakcję. Teraz w planach jest zawieszenie typu AirRide, choć Tomek przyznaje, że to jeszcze odległy cel. Zresztą sam uważa, że auta tego typu nigdy nie są skończone. Zawsze znajdzie się detal, który można dopracować, ulepszyć lub odmienić.

Na koniec Tomek podkreśla, że każdemu, kto chce wejść w świat tuningu, życzy cierpliwości i motywacji. Efekt końcowy, gdy jedziesz ulicą, a ludzie reagują z uznaniem, jest nie do opisania i rekompensuje wszystkie problemy, które pojawiają się po drodze. Motoryzacja powinna łączyć ludzi – mówi – i jego BMW jest właśnie takim przykładem, bo dzięki niemu poznał wielu wspaniałych znajomych.










