Ford Escort XR3i

Ford Escort to jedna z tych nazw w historii europejskiej motoryzacji, które przez dekady definiowały to, czym powinno być kompaktowe, przystępne i jednocześnie angażujące auto dla zwykłego kierowcy. Produkowany od 1968 roku przez kolejne generacje, Escort towarzyszył Europejczykom przez prawie 3 dekady jako samochód codzienności, a jednocześnie – w sportowych wersjach RS i XR – jako maszyna wyścigowa, której tytułów w rajdach WRC nie potrzeba tu wyliczać. Generacja czwarta, oznaczona MK4, produkowana od 1986 roku, była autem dojrzałym i technicznie nowoczesnym jak na tamten czas – szczególnie w wersji XR3i z silnikiem 1.6 EFi o mocy 105 KM i elektronicznym wtryskiem paliwa, który w połowie lat 80-tych nie był standardem, lecz technologiczną awangardą w tej klasie. Niemcy tamtego okresu były miejscem, gdzie kultura tuningowa hot hatchy rozkwitała w sposób niedostępny w żadnym innym kraju – firmy takie jak Rieger czy Schult Breitbau oferowały radykalne pakiety poszerzające nadwozie popularnych aut, inspirowane estetyką supercar Ferrari i Lamborghini. Podczas gdy Rieger oferował gotowe, wymienne elementy karoserii, Schult Breitbau szedł inną drogą – każdy element był nitowany i zespalany bezpośrednio z karoserią samochodu, tworząc jeden element o przekroju poprzecznym daleko wykraczającym poza fabryczne wymiary. Było to rozwiązanie pracochłonne, drogie i wykonywane wyłącznie na zamówienie i właśnie to sprawiało, że produkty Schult były absolutnym szczytem tamtego świata customizacji. Łącznie powstało około 20 takich poszerzeń do Escorta i jedne z nich stoi dziś w garażu Stanisława.

Stanisław trafił na tego Escorta w maju 2026 roku, po tym jak przez chwilę rozważał zakup Mustanga z 1967 roku od znajomego. Przymierzył się, zastanowił i poczuł, że to nie jest to. Bicie serca nie przyspieszyło tak jak powinno. Był już wtedy właścicielem Forda Mondeo ST200 Limited Edition numer 1/300, kupionego spontanicznie w 2025 roku i myślał, że więcej aut nie kupuje. Ale przed kolejnym tygodniem powiedział do żony, że mają różne auta, lecz nie mają niczego wyjątkowego na zloty i eventy. Kiedy kilka dni później w internecie pojawił się ten Escort XR3i Cabrio z 1986 roku w pakiecie Schult Breitbau – emocje były zupełnie inne niż przy Mustangu. Nie było kalkulacji. Był to po prostu Escort. Nie bez znaczenia był też fakt, że auto pochodzi z 1986 roku, a Stanisław właśnie obchodzi 40. urodziny – zbieżność, która nadaje tej historii wymiaru osobistego. Escort XR3i zawsze mu się podobał.

Stan, w jakim egzemplarz trafił do Stanisława, jest właściwie niespotykany w przypadku 40-letniego samochodu poddanego tak radykalnej transformacji. Przy zakupie przebieg wynosił 3098 km. Na dzisiaj auto ma przejechane 4000 km. Wszystko – absolutnie wszystko poza wymianą oleju i wyczyszczeniem zbiornika paliwa – jest dokładnie takie, jakim zostało zbudowane w Niemczech zaraz po zakupie przez pierwszego właściciela w 1986 roku. To nie jest odbudowa, nie jest to zmontowana replika – to kapsuła czasu, która przeżyła 40 lat w stanie, jakiego nie da się zaplanować ani kupić za żadne pieniądze. Możliwy jest tylko przez dziesiątki lat przetrzymywania w warunkach, które nikomu do nikogo nie należą.

Pakiet Schult Breitbau zmienił Escorta nie do poznania. Seryjny MK4 miał 1640 mm szerokości – ten egzemplarz mierzy ponad 1800 mm, co oznacza poszerzenie o ponad 16 cm rozłożone na obu stronach nadwozia. Osiągnięte przez nitowane poszerzenia przednich i tylnych błotników z charakterystycznymi wlotami powietrza i skrzelami na przednich nadkolach. Potężny obniżony zderzak przedni z 4 halogenami – szerokokątnymi i doświetlającymi z drogowymi. Szerokie progi, wielki wylot powietrza centralnie umieszczony na masce, płetwa aerodynamiczna na klapie bagażnika. Lakier to Axo Nobel Losonal, zamówiony indywidualnie i wykonany tylko raz 40 lat temu. Ten egzemplarz jest jedynym na świecie pomalowanym właśnie tym lakierem – i jak słońce uderzy w karoserię, natychmiast wiadomo, dlaczego.

Felgi to oryginalne 3-częściowe BBS typu 181 z przodu i 182 z tyłu – kultowe w środowisku kolekcjonerów tamtej epoki. Na tylnej osi siedzi opona Pirelli w rozmiarze 285/50 R15 – oryginalna, nienaruszona, z 1986 roku. Zakup nowych opon w tym rozmiarze jest wyzwaniem samym w sobie i Stanisław jest tego świadomy. Wydech przerobiony na podwójny z tłumikami końcowymi o poziomie 78 dB – jedyna zmiana mechaniczna, jaką właściciel wymienia w tym egzemplarzu.

Wnętrze to bogata wersja seryjnego XR3i z elektrycznymi szybami i elektrycznie otwieranym dachem kabrioletu. Ale jest tu jeszcze coś godnego osobnego opisu: radio Blaupunkt z epoki, do niego podłączony wzmacniacz audio zamontowany pod fotelem pasażera i – rzecz wyjątkowa nawet jak na tamten czas – szufladkowy odtwarzacz CD na kartridże, czyli kasetki, w które wkłada się płyty CD. To jeden z najwcześniejszych odtwarzaczy CD montowanych w samochodach w połowie lat 80., najczęściej spotykany w Porsche, BMW i Mercedesach tamtej epoki. Działa wyłącznie w połączeniu z konkretnym radiem Blaupunkt, jest poszukiwany przez kolekcjonerów i jest sprawny. Wszystkie te elementy elektroniczne – radio, wzmacniacz, odtwarzacz – były zamontowane w 1986 roku przez pierwszego właściciela w Niemczech i działają do dziś.

Za kierownicą 105 KM w aucie ważącym 980 kg nie jest piorunującym wynikiem, a duże opon generują opory toczenia, które czuć za każdym razem. Ale za kierownicą Escorta Schult Breitbau chodzi o coś zupełnie innego – o spojrzenia przechodniów, kiedy słońce rozbyłyska w ten jedynym na świecie lakierze i oświetla szerokie nadkola, o poczucie obcowania z czymś, co nigdy nie miało masowego odpowiednika i nigdy go mieć nie będzie.

Stanisław nie planuje przy tym aucie nic poza eksploatacją. Tak jak powstało 40 lat temu w Niemczech, tak ma pozostać. Kapsułę czasu otwiera się, żeby podziwiać – nie przerabiać.

Rada dla innych jest w zasadzie jedna, ale bardzo ważna – nie ograniczajmy się do tworzenia jednakich aut. Motoryzacja potrzebuje różnorodności, a szukanie nieoczywistej bazy albo kupno gotowego, zachowanego egzemplarza pozwoli następnym pokoleniom posmakować motoryzacji, która inaczej zniknie bezpowrotnie.

Marcin Dębowski
Jako redaktor naczelny portalu selected.pl od lat śledzę świat motoryzacji, testując i opisując samochody, które wyróżniają się designem, technologią i charakterem. W swoich tekstach stawiam na autentyczne wrażenia z jazdy, konkrety i spojrzenie na auta nie tylko przez pryzmat danych technicznych, ale przede wszystkim emocji, jakie potrafią wywołać.