Honda Concerto

Honda Concerto to samochód, który w historii japońskiej marki zajmuje miejsce ciche i przez dekady niedoceniane – ale właśnie ta anonimowość sprawia, że dla kogoś szukającego nieoczywistej bazy staje się czymś wyjątkowym. Produkowana od 1988 do 1994 roku we współpracy z British Rover Group, Concerto dzieliła platformę z Roverem serii 200 i 400, co nadawało jej techniczną tożsamość odmienną od typowych Hond tamtej epoki. W wersji DOHC silnik D16A9, a w późniejszych latach jednostki z rodziny B, oferowały zaskakująco żywą charakterystykę jak na niepozorny sedan klasy kompaktowej. Wersja 5-drzwiowa liftback dawała praktyczność typową dla europejskich kompaktów, a jednocześnie zachowywała japońskie DNA w budowie i filozofii konstrukcji. Concerto sprzedawała się umiarkowanie i szybko znikła z rynku – co dziś sprawia, że dobrze zachowane egzemplarze są rarytasem, a zmodyfikowanych na polskiej scenie można policzyć na palcach 1 ręki. Silnik D-serii DOHC montowany w Concerto jest przez miłośników Hond traktowany jako ciekawostka – mało kto wie o jego istnieniu, a brzmienie na granicach obrotów potrafi zaskoczyć każdego, kto spodziewał się typowego, spokojnego kompaktu.

Arnold szukał czegoś niszowego i nieoczywistego, gdy trafił na Concerto z 1991 roku. Kupił ją już zmodyfikowaną, z planami na kolejne zmiany. Na polskiej scenie tuningowej modyfikowanych egzemplarzy tego modelu jest może 5 sztuk – i to samo w sobie było dla Arnolda wystarczającym argumentem za wyborem właśnie tej bazy. Styl budowy nie miał trafić w żaden konkretny nurt – celem była uliczna japońska estetyka lat 90., coś z charakterem Kanjo, coś z własną tożsamością, co zwróci uwagę nie przez rozmiar, lecz przez charakter.

Silnik 1.6 DOHC o mocy 122 KM i 142 Nm pozostał seryjny w bloku, bo moc nie jest dla Arnolda szczególnie istotna – liczy się charakter jazdy, a przy lekkiej karoserii Concerto ta moc jest absolutnie wystarczająca. Kolektor 4-2-1 owinięty bandażem termicznym, cały układ wydechowy przelotowy o średnicy 2.25 cala zakończony małą puszką Turboworks. Efektem jest coś, co zmierzone wielokrotnie osiąga ponad 130 dB – liczba, która mówi sama za siebie. Filtr stożkowy K&N poprowadzony tak, żeby odizolować go od temperatury komory silnikowej. Tarcze hamulcowe wymienione na wentylowane, nacinane i nawiercane – seryjne poddawały się w górskich rejonach podczas bardziej intensywnej jazdy, co wymagało konkretnego rozwiązania. Zawieszenie to gwint firmy AVO z regulacją wysokości i twardości, dedykowany specjalnie pod Concerto – według Arnolda prawdopodobnie jedyna firma, która w ogóle produkuje tuningowe zawieszenie pod ten model. Całe nadwozie usztywnione przez rozpórkę pod maską, BEAKS i rozpórkę tylną, a stabilizatory pochodzą z Hondy Civic MB6.

Wizualnie Concerto zmieniła się diametralnie. Lakier z czerwonego na ciemny wiśniowy – barwa spokojna, głęboka i o własnym charakterze, który przy poszerzeniach o około 4 cm na stronę i czarnej masce tworzy wygląd rodem z japońskich aut ulicznych lat 90. Tow strap z przodu przymocowany do pasa przedniego tak jak powinien – Arnold podkreśla, że to nie ozdoba, lecz element, za który rzeczywiście można holować auto. Lotka z tyłu to seryjna jednostka montowana w wersjach DOHC – oryginalna, pasująca i z odpowiednim DNA. W zderzaku customowe kratki wentylacji i atrapa grilla. Lampy delikatnie przyciemnione przód i tył.

Wnętrze przeszło kilka celnych zmian. Fotele i kanapa tylna z Hondy Civic MB6, która z Concerto dzieli wystarczająco wiele wymiarów, by montaż był możliwy. Pasy 4-punktowe Takata. Kierownica Nardi i gałka zmiany biegów na custom gwincie – detale, które w kabinie starszej Hondy mają natychmiastowy efekt. Wskaźniki temperatury i ciśnienia oleju dostarczają kluczowych informacji przy intensywniejszej jeździe.

Za kierownicą Concerto daje wrażenia, które Arnold opisuje jako niesamowite – lekka karoseria, precyzja prowadzenia i żywy charakter DOHC w połączeniu z głośnym wydechem sprawiają, że przejazd jest angażujący w sposób niedostępny dla wielu mocniejszych, ale cięższych aut. Nie można przejść obok niej obojętnie – na zlotach budzi zainteresowanie i zdziwienie, bo mało kto wie o istnieniu silnika D-serii DOHC w tym modelu. Często podczas przejażdżek ktoś podchodzi, pyta i robi zdjęcia.

Auto używane jest sporadycznie, wyłącznie na zloty i krótkie przejazdy – kupione z myślą o tym i tak też funkcjonuje. Części do Concerto to temat wymagający szukania po zagranicznych stronach i kombinowania z elementami z innych modeli Hondy – dostępność jest ograniczona i wymaga cierpliwości.

W planach kompresor – to największe marzenie, które Arnold wymienia. Poza tym auto jest takie, jakie miało być – i na tym etapie budowy ta ocena jest najlepszą możliwą.

Zdjęcia: dnl.photo, JRBFoto, Małopolski Klub Honda

Marcin Dębowski
Jako redaktor naczelny portalu selected.pl od lat śledzę świat motoryzacji, testując i opisując samochody, które wyróżniają się designem, technologią i charakterem. W swoich tekstach stawiam na autentyczne wrażenia z jazdy, konkrety i spojrzenie na auta nie tylko przez pryzmat danych technicznych, ale przede wszystkim emocji, jakie potrafią wywołać.