
Mazda 626, którą w Europie powszechnie uznaje się za trzecią generację, staje się pod koniec lat osiemdziesiątych jednym z najbardziej wszechstronnych modeli w swojej klasie. Na rynku europejskim funkcjonuje jako seria GD zyskując status samochodu, który oferuje nie tylko typowe nadwozia w postaci sedana i kombi, ale również niezwykle popularne coupé oraz rzadziej spotykany liftback. Największym zainteresowaniem cieszy się wariant coupé, choć wielu miłośników marki podkreśla, że to właśnie pozostałe wersje nadwoziowe mają więcej naturalnego uroku. Konstrukcyjnie Mazda 626 z tego okresu wprowadza rozwiązania, które znacząco wyprzedzają swoich konkurentów. W wybranych odmianach dostępny jest innowacyjny jak na tamte czasy system czterech kół skrętnych, określany jako 4WS, a także wersje z napędem na cztery koła. Pod maską również panuje duże zróżnicowanie, obok jednostek wolnossących pojawiają się silniki 2.2 turbo oraz wysoko ceniona odmiana GT z dwulitrową szesnastozaworową konstrukcją. Ta szeroka paleta konfiguracji sprawia, że model ten szybko zdobywa uznanie kierowców poszukujących trwałej, przestronnej i mechanicznie dopracowanej konstrukcji. Z dzisiejszej perspektywy jego stonowana stylistyka tylko pomaga, bo właśnie dzięki niej Mazda 626 staje się znakomitą bazą do odważnych interpretacji w świecie stance, gdzie klasyczna linia nadwozia kontrastuje z nowoczesnym podejściem do modyfikacji.

Mazda 626 GD z 1991 roku w wersji liftback trafiła do Artura zupełnym przypadkiem. Nie był to wymarzony zakup ani owoc wielomiesięcznych poszukiwań. Miało to być po prostu codzienne auto, które będzie bezproblemowo służyć w seryjnym stanie. Jednak jak często bywa w takich historiach, pierwsze plany szybko uległy zmianie. Wystarczyło kilka chwil spędzonych na przeszukiwaniu internetu, by natrafić na zdjęcie cyfrowego licznika stosowanego fabrycznie w niektórych wersjach tego modelu. Od tego momentu wszystko potoczyło się już naturalnie.

Choć Artur nie zakładał konkretnego kierunku, jaki obierze jego Mazda, z biegiem czasu całość zaczęła coraz bardziej przypominać styl stance. Nie był to efekt jednej decyzji, lecz raczej suma wielu drobnych wyborów, które zaczęły się zazębiać i tworzyć spójną całość. Mechanicznie auto pozostało bliskie oryginałowi, pod maską pracuje silnik benzynowy o pojemności 2 litrów i mocy 107 koni mechanicznych, wyposażony w klasyczne automatyczne ssanie. Napęd, układ kierowniczy i większość mechaniki pozostały w stanie fabrycznym, natomiast zawieszenie przeszło kompletną transformację. Zostało wyposażone w system Air Ride oraz camber plates, co zupełnie zmieniło nie tylko wygląd, ale również charakter jazdy.

Najwięcej zmian można dostrzec gołym okiem. Przód zyskał dokładkę pochodzącą z pierwszej generacji Renault Megane, a tył zdobi lotka marki Foha oraz charakterystyczna blenda z wersji amerykańskiej. Na błotnikach zamontowane zostały lusterka w stylu japońskim, a kierunkowskazy pochodzą z modelu Capella, czyli azjatyckiego odpowiednika 626. Całość stoi na felgach Rays Mazdaspeed LeMans – z przodu siedem cali szerokości, z tyłu osiem, wszystkie w 16 calowym rozmiarze. Ogumienie to Nankang NS2 w rozmiarach 165/45R16 z przodu i 195/40R16 z tyłu, co nadaje autu odpowiedni fitment i podkreśla charakterystyczny profil.

W środku również można znaleźć kilka niespodzianek. Najważniejszym elementem jest wspomniany wcześniej cyfrowy licznik, który przyciągnął uwagę właściciela już na początku. Obok niego wyróżniają się niestandardowe, falujące nawiewy, które dodają wnętrzu nieco futurystycznego sznytu. Co ciekawe, mimo wizualnych modyfikacji, Artur nie zdecydował się na żadne nowoczesne technologie czy zmiany w zakresie elektroniki – to nadal proste, analogowe auto z duszą sprzed trzech dekad.

Mazda jest używana okazjonalnie i sprawia Arturowi dużo przyjemności z jazdy. Najbardziej odczuwalna różnica w porównaniu z seryjnym stanem to oczywiście prześwit – pneumatyczne zawieszenie pozwala na spektakularne obniżenie nadwozia, co robi ogromne wrażenie na każdym zlocie. Choć auto wciąż nie jest w pełni ukończone, pojawiły się już myśli o jego sprzedaży. Czy to oznacza rozstanie? Czas pokaże, ale jak wiadomo, takie decyzje nigdy nie są łatwe, zwłaszcza gdy w samochód włożono tyle serca i zaangażowania.
Zdjęcia: Maciej Oleksiak Fotografia, Fryta Media, Renata Piszko, Haciu Photo





