Mercedes klasy C pierwszej generacji w wersji kombi, oznaczony symbolem S202, zadebiutował w 1996 roku jako odpowiedź marki na rosnącą popularność praktycznych i komfortowych samochodów rodzinnych. Był to czas, kiedy Mercedes chciał zaoferować coś więcej niż tylko klasyczne sedany – stąd decyzja o rozszerzeniu gamy nadwoziowej o bardziej funkcjonalne kombi, które mogło z powodzeniem służyć zarówno w pracy, jak i w dłuższych podróżach. Grzegorz, właściciel opisywanego egzemplarza z 1998 roku, trafił na swoje auto w czasach studenckich i od razu wiedział, że w przyszłości chciałby uczynić z niego coś więcej niż tylko tanie daily na gaz.

Początkowo auto służyło wyłącznie do codziennego przemieszczania się – nie było ani specjalnie zadbane, ani doposażone. Było typowym Mercedesem do jazdy za grosze, który zyskał drugie życie dopiero w 2021 roku, kiedy to Grzegorz stanął przed decyzją: zezłomować czy dać mu drugie życie. Decyzja była oczywista – samochód zasługiwał na coś więcej. Tym bardziej że od samego początku łączył się z nim sentymentalnie. Pomysł na odbudowę nie narodził się z dnia na dzień. Przez lata dojrzewała koncepcja stworzenia auta w stylu OEM+, doposażonego w elementy niedostępne w seryjnych wersjach, ale wciąż zachowującego ducha oryginału.

Największym krokiem była zmiana jednostki napędowej. Mercedes, który fabrycznie miał 2.4-litrowy silnik V6 o mocy 170 KM, przeszedł kilka etapów – najpierw był swap na 3.2 V6, a ostatecznie trafiła do niego potężna jednostka V8 M113 o pojemności 4.3 litra i mocy 279 KM. Cały układ napędowy pochodzi z Mercedesa W208 CLK430, co oznacza nie tylko silnik, ale również automatyczną skrzynię biegów 722.6, wał, dyferencjał i półosie. Zmiany w układzie hamulcowym były równie imponujące – z przodu znalazły się 4-tłoczkowe zaciski z tarczami 345 mm, a z tyłu większy 2-tłoczkowy zacisk na wentylowane tarcze 300 mm. Wszystko wspierane przez większą pompę i serwo oraz elastyczne przewody w stalowym oplocie od Pizza Brakes. Całość dopełniła kompletna wymiana przewodów sztywnych i paliwowych.

Zawieszenie również przeszło kompletną metamorfozę. Wszystkie tuleje, wahacze i śruby zostały wymienione na nowe, a w 2024 roku auto otrzymało cyfrowy system airride z możliwością niezależnego sterowania każdym kołem – zarówno pilotem, jak i telefonem (airridesystem.pl). Z przodu pracują amortyzatory Bilstein B8, a z tyłu customowy zestaw, który w przyszłości ma zostać zastąpiony regulowanym zawieszeniem. Dodatkowo zamontowano regulowane górne wahacze tylne SilverProject, co pozwoliło lepiej ustawić geometrię przy ekstremalnym spasowaniu kół.


Nadwozie zostało w całości odnowione i polakierowane w oryginalnym kolorze o kodzie 366. Cały spód samochodu przeszedł renowację blacharską i został zabezpieczony przed korozją. Zwieńczeniem wizualnym było zamontowanie pełnego pakietu AMG z wersji C43, co graniczy dziś z cudem. Grzegorz musiał zakupić całe auto-dawcę, by zdobyć brakujące oryginalne listwy progowe. Dzięki temu jego S202 wyróżnia się wyjątkowością i zachowuje pełen fabryczny charakter. Aktualnie auto jeździ na skręcanych, trzyczęściowych felgach OZ Futura w rozmiarze 17 cali, z szerokościami 8.5 cala z przodu i 9.25 cala z tyłu, obutych w naciągnięte opony 205/40 i 215/40 marki Kormoran.


We wnętrzu również zaszło sporo zmian. Auto zostało doposażone w elektryczne i podgrzewane skórzane fotele, oryginalne rolety na wszystkie tylne szyby, regulowaną kolumnę kierownicy i nową podsufitkę w stylu alcantary. Dołożono także oryginalny system alarmowy Mercedesa (obecnie w trakcie montażu), półkę dla niepalących, telefon Motorola 2700 z kompletną instalacją oraz wszechobecną zabudowę airride, która w 2026 roku ma zostać odświeżona. Największym rarytasem, o który Grzegorz walczył przez kilka lat, jest jednak oryginalna lodówka w przedni podłokietnik – praktycznie niespotykany element w klasie C z lat 90.


Wrażenia z jazdy są dokładnie takie, jakich można by się spodziewać po Mercedesie z V8 i zawieszeniem pneumatycznym. Bulgot silnika przy każdym dotknięciu gazu, reakcja na przyspieszenie i poprawione prowadzenie dają ogromną frajdę, a droga hamowania jest nieporównywalna względem wersji seryjnej. Auto nie jest jednak codziennym środkiem transportu – Grzegorz użytkuje je od wiosny do jesieni, głównie na eventach i weekendowych przejażdżkach bez celu. Cieszy się każdym kilometrem i traktuje samochód jak towarzysza, z którym przeżył niejedną motoryzacyjną przygodę.


Przy całej tej historii nie zabrakło też trudności. Szukanie części do wersji AMG, zdobycie foteli, odnalezienie dawcy napędu czy walka o wspomnianą lodówkę to lata poszukiwań, negocjacji i logistyki. Ale efekt mówi sam za siebie – Mercedes Grzegorza to jeden z najbardziej kompletnych i dopracowanych egzemplarzy S202 w Europie, a może i na świecie.

Jak sam mówi – projekt nigdy nie jest skończony, bo dopóki auto stoi w garażu, to zawsze znajdzie się coś, co warto dodać, poprawić lub zmienić. W planach są jeszcze elektrycznie składane lusterka, montaż lodówki, nowa zabudowa airride, amortyzatory z regulacją, możliwa zmiana felg i dalsze udoskonalenia. Być może za jakiś czas trafi pod maskę jeszcze większy silnik M113 o pojemności 5.5 litra. Ale to już historia na kolejną opowieść.

Grzegorz radzi wszystkim, którzy chcą stworzyć coś podobnego – nie słuchać tych, którzy próbują podciąć skrzydła. Budujcie swoje auta dla siebie, nie dla lajków. Radość, którą daje efekt końcowy, przejażdżki po mieście i udział w eventach, jest nagrodą samą w sobie. A jeśli szukacie pomocy, warto zajrzeć do warsztatu AutoCentrum Piotrowski w Warszawie, do DSS Garage na Marywilskiej lub VM Garage w Łomiankach – to miejsca, gdzie z pasją podchodzi się do każdego centymetra samochodu.
Zdjęcia: Bk.carshots – Bartosz Kyjoch , KamilDadan Motoryzacja x Fotografia










