Nissan Maxima QX A32 to samochód, który w Europie pojawił się w cieniu bardziej rozpoznawalnych konkurentów, jednak wśród miłośników japońskiej motoryzacji zdążył zyskać grono oddanych fanów. Wersja sprzedawana w Europie jako Maxima, była de facto bliźniakiem japońskiego Cefiro A32, łącząc elegancką linię nadwozia z wyrafinowaną mechaniką i komfortowym wnętrzem. Samochód trafił na rynek w połowie lat 90., jako bezpośredni konkurent dla takich modeli jak Toyota Camry czy Honda Accord V6, ale zyskał unikalną tożsamość dzięki silnikowi V6 z rodziny VQ, który do dziś uchodzi za jeden z najbardziej niezawodnych i kulturalnie pracujących silników spalinowych.

Właśnie ten model, konkretnie egzemplarz z 1998 roku, stał się bazą do modyfikacji dla Mariusza. Auto w wersji sedan wyposażone jest w legendarną jednostkę VQ30DE – wolnossące V6 o pojemności 3.0 litra, należące do tej samej rodziny, z której wywodzą się silniki montowane w kultowych Nissanach 350Z i 370Z. Decyzja o zakupie Maximy była świadoma i celowa – Mariusz od dawna preferuje japońskie konstrukcje i unika aut, które można spotkać na każdym rogu. Potrzebował czegoś komfortowego do jazdy na dłuższych trasach, ale niebanalnego. Auto kupił od znajomego, z myślą o codziennym użytkowaniu, bez planu na daleko idące przeróbki. Jak to jednak często bywa, z czasem pojawiło się coraz więcej pomysłów.

Inspiracją były przede wszystkim własne doświadczenia i potrzeby – brak gotowych wzorców i modyfikacji dla tego modelu dał pełną dowolność w realizacji zamysłów. Początkowo miało to być po prostu daily, ale szybko przekształciło się w coś więcej. Mariusz chciał auta dynamicznego, komfortowego i niebanalnego, a Maxima okazała się idealną bazą do takiej ewolucji. Sercem samochodu pozostaje jednostka VQ30DE o seryjnej mocy 193 KM, jednak dzięki zmianom w układzie wydechowym i kolektorach dolotowych Stillena, uzyskano odczuwalny wzrost osiągów. Auto wyposażono w kompletny układ wydechowy ze stali kwasoodpornej z końcowym tłumikiem sterowanym klapą, co poprawiło zarówno brzmienie, jak i charakterystykę pracy silnika. Wstępnie szacowana moc to około 230 KM i 300 Nm, co w zupełności wystarcza do dynamicznej jazdy. Co ciekawe, Mariusz przygotował już pełny zestaw do swapa na nowszą jednostkę VQ35DE o mocy 278 KM, pochodzącą z kolejnej generacji Maximy.

Z układem napędowym również nie pozostano przy fabryce. Zamontowano 5-biegową hybrydową skrzynię biegów o dłuższych przełożeniach, która pozwala na uzyskanie 160 km/h przy zaledwie 3000 obr./min. Do tego dobrano wzmocnione sprzęgło z okładziną kevlarową, co pozwala bez obaw korzystać z dodatkowych koni. Układ hamulcowy został dostosowany do nowych osiągów – z przodu znajdują się tarcze o średnicy 320 mm pochodzące z nowszej Maximy, a na przyszłość zaplanowany jest montaż 6-tłoczkowych zacisków z Porsche. Zawieszenie pozostaje kompromisem między komfortem a prowadzeniem – sportowe amortyzatory i sprężyny obniżające zapewniają lepszą kontrolę nad autem bez poświęcania właściwości użytkowych.

Wizualnie Maxima przeszła szereg subtelnych, ale efektownych zmian, inspirowanych japońską wersją Cefiro. Zmieniono grill, reflektory, zamontowano lampy doświetlające zakręty, bumper pole i elektrycznie składane lusterka. Auto otrzymało także owiewki szyb, a całe nadwozie zostało oklejone folią w kolorze przypominającym midnight purple, co nadało mu elegancji i nuty tajemniczości. Koła pochodzą z Nissana 350Z – oryginalne felgi OEM zostały przemalowane na indywidualnie dobrany kolor i zestawione z ogumieniem Bridgestone Turanza T005 z przodu i Goodyear Eagle F1 z tyłu w rozmiarach 215/40 oraz 225/40. Wnętrze pozostało seryjne, ale już w standardzie oferowało bogate wyposażenie: elektrycznie regulowane i podgrzewane skórzane fotele oraz dotykowy system nawigacji.
Pod względem elektroniki, największą zmianą było zastosowanie sportowego sterownika Greddy eManage Ultimate, który został wystrojony specjalnie pod potrzeby właściciela i jego styl jazdy, ze szczególnym uwzględnieniem autostradowej eksploatacji. Oświetlenie auta pozostało fabryczne, co w przypadku japońskich modeli oznacza wysoki poziom wykonania i dobre parametry użytkowe.

Z perspektywy Mariusza, Maxima zmieniła się diametralnie – zaczęła wyglądać, przyspieszać i hamować, a jednocześnie nadal spełnia swoją funkcję auta codziennego. Użytkowana jest regularnie, a wszystkie modyfikacje sprawiły, że jazda stała się po prostu przyjemnością. Największym wyzwaniem w całym procesie okazała się dostępność części. Większość unikatowych elementów pochodzi z Japonii, Nowej Zelandii, Ukrainy, Rosji czy Malty, co wymagało czasu, kontaktów i cierpliwości. Mimo wszystko, udało się zdobyć wiele niezwykle rzadkich komponentów, które nadają autu indywidualny charakter.
Choć początkowo nie było planów na większe modyfikacje, dziś samochód jest wypiaskowany, zabezpieczony, a wartość wszystkich zmian wielokrotnie przewyższyła cenę zakupu. Swap silnika i nowy zestaw felg oraz hamulców czekają już na montaż, a co dalej – to się okaże. Mariusz podchodzi do tematu z dystansem i humorem, przyznając, że nie zna nikogo, kto chciałby zrobić dokładnie to samo. Według niego najważniejsze to mieć jasno określony cel i pogodzić się z tym, że trudno jest połączyć codzienną eksploatację z wyglądem, który przyciąga spojrzenia. Jeśli chodzi o polecenie warsztatów – nie zdradza szczegółów, bo ma jeszcze kilka innych Nissanów i chciałby zdążyć je wykończyć z pomocą swojego zaufanego specjalisty.










