
Porsche 944 to samochód, który przez dekady żył w cieniu popularniejszego i bardziej ikonicznego 911, a mimo to – a może właśnie dlatego – zdobył sobie grono oddanych wielbicieli, dla których jego szczególna kombinacja cech jest nie do zastąpienia przez żaden inny model. Produkowany od 1982 do 1991 roku, 944 był autem zaprojektowanym z myślą o prawdziwym balansie: silnik umieszczony z przodu, skrzynia biegów z tyłu i połączone wałem transaxle dawały rozkład masy niemal idealnie podzielony między obie osie. W świecie sportowych samochodów to rzadkość nawet dziś, a w połowie lat 80. było to rozwiązanie, które stawiało 944 w absolutnej czołówce pod względem właściwości jezdnych. Poliftowa wersja z 1987 roku, dostępna zarówno jako klasyczne coupe jak i jako wersja Targa z demontowanym panelem dachu, była dopracowaną odsłoną modelu z poprawioną estetyką i wyposażeniem. Silnik 2.5 litra z rzędu 4 cylindrów, oparty na konstrukcji połowy silnika V8 stosowanego w 928, był w tamtych czasach zaawansowanym technicznie rozwiązaniem: wyważony wał korbowy, podwójny wałek wyrównoważający i wysoka kultura pracy na tle konkurencji. Dziś 944 przeżywa renesans zainteresowania na rynku kolekcjonerskim – jest autem niedocenionym przez dekady i właśnie teraz ceny za najlepsze egzemplarze zaczynają to nadrabiać.
Paweł marzył o 944 od dawna. Zanim do niego dotarł, przez jego ręce przeszła cała gama klasycznych Volkswagenów: Golf MK3 GTI 20 Jahre, Bora, Golf MK2, VW Derby. Każde z tych aut było krokiem w kierunku czegoś, co od początku było celem: Porsche 944 Targa. Linia nadwozia – zupełnie inna niż klasyczny 911, bardziej klinowata, nowoczesna i w pewnym sensie niedoceniana właśnie dlatego, że nie krzyczy „Porsche” z każdego kąta – trafiała w jego gust dokładnie. 4 miesiące szukania na polskim rynku nie przyniosły zadowalającego rezultatu. Paweł sięgnął za ocean: aukcje, lokalne ogłoszenia i w końcu – oferta z Georgii w USA. Wersja Targa z silnikiem 2.5 w automatycznej skrzyni biegów, w stanie, który po przybyciu do Polski okazał się zaskakująco dobry. Blacharsko perfekcyjny, mechanicznie po umyciu podwozia i silnika wyglądający jak nowe, lakierniczo wymagający pracy – co przy aucie z tamtego regionu USA Paweł z góry wkalkulował w zakup.

Auto zostało rozebrany do gołej karoserii i zaczęło się od początku, według wizji, którą Paweł nosił w głowie. Cel był precyzyjny: jak najbliżej oryginału, ale z własnym charakterem i własnymi detalami. Nowy lakier, usunięcie listew z drzwi, dokładka zderzaka przedniego i dodanie dokładki z wersji Turbo – zestaw zmian, który nie krzyczy, lecz mówi do tych, którzy znają ten model wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, co widzą. Zawieszenie gwintowane jechało z Wielkiej Brytanii, co przy niszowym modelu jest normalną ceną cierpliwości wymaganą przez tego rodzaju budowy.
Wnętrze przeszło zmiany subtelne, ale z wyczuciem. Fotele uszyte na nowo z 1 charakterystycznym detalem: wyszycie napisu PORSCHE na zagłówkach, które jest właśnie tym rodzajem smaczka, który różni przemyślaną realizację od przypadkowej przeróbki. Bagażnik otrzymał kompletnie nową zabudowę. Tylna szyba – żaluzja od Hubcia z PDK, detal estetyczny z epoki, który pasuje do Targi naturalnie i uzupełnia jej charakter.

Koła to 3-częściowe felgi 18 cali firmy Felger CUP 4, dedykowane pod Porsche ze względu na charakterystyczny rozstaw śrub. Z przodu 8.5J z oponą 205/40, z tyłu 10.5J z 225/40 – asymetryczna szerokość, która przy tylnonapędowej, idealnie wyważonej konstrukcji 944 ma swoje mechaniczne uzasadnienie, nie tylko estetyczne. To koła, które przy sylwetce poliftowej Targi wyglądają tak, jakby nigdy nie powinno tam być niczego innego.
Po sezonie Pawła czeka praca przy komorze silnikowej i samym silniku. Plan zakłada wyczyszczenie komory z niepotrzebnych elementów i odmalowanie – a potem trudna decyzja o losie jednostki napędowej. Pierwsza myśl to swap na Audi 2.2 Turbo, który przy sprawdzonej platformie i dostępności części wydaje się naturalnym krokiem. Jeśli ten kierunek nie wypali – kompletna renowacja seryjnej jednostki. Równolegle w garażu czeka Volkswagen Jetta A2 coupe – ale to historia na inną okazję.

Za kierownicą 944 Targa jest, jak Paweł opisuje, doświadczeniem przypominającym dziecięcą jazdę gokartem po osiedlu – bezpośrednim, pozbawionym filtrów i absolutnie angażującym. Połączone z reakcjami przechodniów w różnym wieku, którzy zatrzymują się i patrzą, tworzy to rodzaj motoryzacyjnej radości, której żadne nowocześniejsze auto nie jest w stanie w identyczny sposób odtworzyć.
















