Gdy mowa o najszybszych samochodach na świecie, w grze od lat pojawiają się te same potężne marki. Bugatti, Koenigsegg, Hennessey – każde z nich próbowało przeskoczyć barierę absolutu, wyznaczając granice tego, co możliwe na czterech kołach. Ale w cieniu tych gigantów pojawił się gracz, który miał odwagę rzucić rękawicę wszystkim – SSC, czyli Shelby SuperCars. Model Tuatara, nazwany na cześć jaszczurki z Nowej Zelandii, miał być nie tylko szybszy niż wszystko inne. Miał być absolutnym królem prędkości. Ale czy rzeczywiście tak się stało?

SSC Tuatara nie wygląda jak typowy amerykański samochód. Zamiast muskularnej sylwetki rodem z Detroit, jego kształty przywodzą na myśl pojazd z przyszłości. Agresywna, niska linia nadwozia, niezwykle aerodynamiczna forma i wyrafinowane detale nie są tylko estetycznym kaprysem – każdy centymetr karoserii został zaprojektowany z myślą o jak najmniejszym oporze powietrza. Zresztą to właśnie współczynnik oporu aerodynamicznego, wynoszący jedynie 0,279, stał się jednym z symboli tego auta. Tuatara nie próbuje być tylko piękna. Ona została stworzona, by przecinać powietrze z bezlitosną precyzją.
Sercem tej bestii jest potężna jednostka napędowa – ośmiocylindrowy silnik w układzie V z podwójnym doładowaniem, który w swojej ekstremalnej wersji generuje aż 1750 koni mechanicznych przy zasilaniu etanolem E85. To nie tylko imponująca wartość – to czysta furia zamknięta pod lekką karbonową skorupą. Cały samochód waży mniej niż 1400 kilogramów, co przy takiej mocy daje stosunek masy do mocy na poziomie, który zwykle rezerwowany jest dla bolidów wyścigowych. Moc przekazywana jest na tylne koła za pośrednictwem siedmiobiegowej skrzyni sekwencyjnej, co dodatkowo potęguje brutalność wrażeń z jazdy.
Jednak to, co przyciągnęło światową uwagę, to próba pobicia rekordu prędkości. W roku 2020 SSC ogłosiło, że Tuatara osiągnęła średnią prędkość ponad 508 kilometrów na godzinę na zamkniętej drodze w Nevadzie, czyniąc ją najszybszym produkcyjnym samochodem świata. Rezultat ten wzbudził natychmiastowe poruszenie – i równie natychmiastowe kontrowersje. Eksperci zaczęli analizować nagrania, dane z GPS i sposób prezentacji wyników. Pojawiły się wątpliwości co do dokładności pomiarów. W efekcie SSC przyznało, że wystąpiły błędy w dokumentacji i postanowiło powtórzyć próbę.
W kolejnej oficjalnej próbie, w styczniu 2021 roku, Tuatara osiągnęła prędkość maksymalną 455 kilometrów na godzinę na zamkniętym pasie startowym, co i tak stanowiło jeden z najwyższych wyników w historii. Choć nie udało się powtórzyć pierwotnie deklarowanego rekordu, Tuatara udowodniła, że jest jednym z najszybszych samochodów, jakie kiedykolwiek trafiły na drogi.
Ale Tuatara to nie tylko liczby. To również dzieło inżynierskie stworzone z myślą o ekstremalnych entuzjastach prędkości. Kabina, choć minimalistyczna, została wykończona z dbałością o każdy detal. Kierowca znajduje się w centrum doświadczenia, a układ sterowania daje dostęp do parametrów, których nie oferuje żaden zwykły samochód. Wrażenia z jazdy są surowe, fizyczne, niemal metafizyczne – to nie jest pojazd, który prowadzi się jedną ręką. Tu każdy ruch ma znaczenie, każda decyzja wymaga odwagi i pewności siebie.
W historii motoryzacji Tuatara zapisuje się jako projekt odważny, kontrowersyjny i bezkompromisowy. To przypomnienie, że prędkość nie jest tylko kwestią technologii, ale również ambicji i pasji. W świecie coraz bardziej sterylnych, elektronicznych i ekologicznych pojazdów, SSC postawiło wszystko na jedną kartę – zbudować samochód, który nie ma się czego bać. I choć nie wszyscy uznali oficjalnie jego koronę, jedno jest pewne. SSC Tuatara to jedna z najodważniejszych i najbardziej ekstremalnych maszyn, jakie kiedykolwiek powstały.
















