Ten Koenigsegg miał zadebiutować w Le Mans w 2003 roku. FIA zmieniła przepisy w ostatniej chwili

Na początku lat 2000. Christian von Koenigsegg postawił sobie ambitny cel – zbudować samochód, który zawalczy w klasie GT1 na torze w Le Mans. Projekt o nazwie CCGT powstawał zgodnie z każdym wymogiem regulaminu FIA, krok po kroku, bez pójścia na skróty. Zanim jednak auto zdążyło pojawić się na starcie, federacja zmieniła przepisy, ograniczając udział wyłącznie do samochodów produkowanych w dużych seriach. Dla małego, szwedzkiego producenta hipersamochodów oznaczało to koniec marzeń o Le Mans – program CCGT zamknięto po zbudowaniu zaledwie jednego prototypu, a cała klasa GT1 wkrótce przestała istnieć.

Minęło ponad dwadzieścia lat. Jedyny egzemplarz CCGT przeszedł renowację i w końcu ma zadebiutować w wyścigu, tym razem w historycznej klasie GT1. Z tej okazji Koenigsegg zbudował zupełnie nowy model, który oddaje hołd pierwotnej misji tamtego auta – CCGT1.

Bazą stał się model CC850, jednak niemal każdy panel nadwozia, poza dachem i drzwiami, zaprojektowano od nowa pod kątem maksymalnego dociskania i chłodzenia. Najbardziej rzuca się w oczy ogromne tylne skrzydło wystające ponad linię dachu, aktywnie regulowane w zakresie 30 stopni i automatycznie dostosowujące ustawienie w zależności od tego, czy auto hamuje, pokonuje zakręt, czy pędzi na prostej. Z przodu za balans odpowiada duży splitter oraz aktywne klapy w podłodze – razem generują około 800 kilogramów docisku przy prędkości 250 km/h. Nadwozie wykonano z materiału, który Koenigsegg nazywa Ghost Fibre – lekkiego, białego włókna przypominającego karbon.

Sercem CCGT1 jest turbodoładowana jednostka V8, która na standardowej benzynie generuje 1280 koni mechanicznych, a po zatankowaniu paliwem E85 na bazie kukurydzy – aż 1600 KM, czyli o 215 więcej niż w CC850. Silnik współpracuje z autorską, dziewięciobiegową skrzynią sekwencyjną, która do ruszania wykorzystuje pedał sprzęgła, a w trakcie jazdy pozwala zmieniać biegi bez sprzęgła dzięki chwilowemu odcięciu zapłonu – to ukłon w stronę rozwiązania zastosowanego w oryginalnym CCGT. Chętni mogą zamówić auto również z bardziej tradycyjną, sześciobiegową skrzynią manualną z klasyczną kulisą.

Wewnątrz kabiny Koenigsegg postawił na prostotę. Dźwignia zmiany biegów umieszczona jest blisko kierownicy, a pozostałe elementy – selektor trybów jazdy, przełącznik pompy paliwa czy stacyjka – rozmieszczono tak, by nie rozpraszały kierowcy podczas jazdy torowej. Seryjnie montowane są karbonowe fotele z pięciopunktowymi pasami bezpieczeństwa.

Producent podkreśla, że CCGT1 ma sprawdzać się zarówno na drodze, jak i na torze, choć pełny potencjał samochodu odblokowuje dopiero opcjonalny pakiet torowy. Obejmuje on karbonową klatkę bezpieczeństwa, fotele zgodne ze standardem HANS, zawieszenie i hamulce dostrojone pod tor, podnośniki pneumatyczne, system przeciwpożarowy oraz dodatkowy komplet felg i opon. Właściciele pakietu torowego otrzymują też zaproszenia na specjalne dni testowe CCGT1 wspierane przez fabrykę.

Koenigsegg wyprodukuje jedynie 70 egzemplarzy CCGT1. Wszystkie zostały już zarezerwowane w momencie premiery, choć producent nie ujawnił, za jaką kwotę.

Marcin Dębowski
Jako redaktor naczelny portalu selected.pl od lat śledzę świat motoryzacji, testując i opisując samochody, które wyróżniają się designem, technologią i charakterem. W swoich tekstach stawiam na autentyczne wrażenia z jazdy, konkrety i spojrzenie na auta nie tylko przez pryzmat danych technicznych, ale przede wszystkim emocji, jakie potrafią wywołać.