[ TEST ] Nissan X-Trail e-4ORCE – lifting rodzinnego SUVa (2026)

Kluczyki do odświeżonego X-Traila trafiły w moje ręce na kilka dni i szczerze mówiąc – czekałem na ten test z ciekawością większą niż zwykle. X-Trail to dla Nissana bardzo ważny model. Od 25 lat kojarzy się z prostą obietnicą, będzie solidny, rodzinny SUV, który poradzi sobie zarówno na parkingu pod marketem, jak i na leśnej drodze do góralskiego domku. Rocznik 2026 miał tę obietnicę odświeżyć za sprawą przeprowadzonego liftingu, nie psując przy tym tego, co w X-Trailu zawsze działało. Sprawdziłem, czy się udało i to w wersji, która w tym modelu ma najwięcej sensu czyli 4WD e-4ORCE.

Pierwsze wrażenie – bardziej zdecydowany design

Zanim jeszcze uruchomiłem silnik, długo stałem przy aucie na parkingu. Nowy pas przedni z szerokim, minimalistycznym motywem w kształcie litery V od razu rzuca się w oczy – to nie jest subtelny lifting, tylko wyraźna zmiana charakteru. X-Trail przestał udawać, że jest tylko praktycznym rodzinnym busem – teraz wygląda jak auto, które ma coś do udowodnienia.

19-calowe felgi o diamentowym szlifie, czarne, błyszczące wykończenia nadkoli i dolnych partii zderzaków, czarne obudowy lusterek – to wszystko razem daje efekt auta bardziej muskularnego i terenowego, niż pamiętam z poprzedniej generacji. Z tyłu nowe światła LED domykają całość sygnaturą, którą da się rozpoznać z odległości, zanim jeszcze przeczytasz logo.

Kolorystycznie testowany egzemplarz reprezentował paletę, do której dołączyły w tym roczniku dwa nowe lakiery – niebieski Universal Blue oraz Baja Storm, oba dostępne też w wersji dwukolorowej. To detal, ale w segmencie rodzinnych SUV-ów, gdzie większość aut na drodze jest szara, biała lub czarna, taki wybór koloru realnie wyróżnia auto na parkingu przedszkola.

Wnętrze – tu czuć, że to już nie jest „tylko” SUV do zadań specjalnych

Wsiadając do środka, pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to materiały. Pikowana tapicerka w kolorze czarnym, czarne wykończenie konsoli o fakturze drewna, dobrej jakości skóra syntetyczna tam, gdzie nie ma naturalnej – to wnętrze, które w 2018 roku byłoby zarezerwowane dla aut o klasę wyżej. X-Trail wyraźnie awansował pod względem odczucia jakości, nie tracąc przy tym swojej praktycznej duszy.

W testowanej wersji nie brakowało niczego, co ułatwia codzienne życie z rodziną, podgrzewane fotele z przodu i z tyłu, podgrzewana kierownica, trójstrefowa klimatyzacja, 12,3-calowy ekran systemu multimedialnego i przesuwana kanapa drugiego rzędu w układzie 40/20/40.

Ten ostatni punkt doceniłem szczególnie – możliwość przesunięcia i podziału tylnej kanapy w praktyce oznacza, że raz mam maksimum miejsca na nogi dla pasażerów z tyłu, a chwilę później maksimum przestrzeni bagażowej na sprzęt sportowy, bez kompromisów w jedną lub drugą stronę.

Na pierwszy rzut oka widać też, że kokpit poszedł w stronę bardziej nowoczesnego, „cyfrowego” układu. 12,3-calowy ekran multimedialny jest tu osadzony w formie unoszącej się nad konsolą tafli, a nie wtopiony w deskę rozdzielczą – to rozwiązanie, które wizualnie odchudza całą przednią część kabiny i daje wrażenie, że wnętrze jest bardziej przestronne, niż jest w rzeczywistości. Klasyczną dźwignię zmiany biegów zastąpiono kompaktowym, elektronicznym przełącznikiem – drobiazg, ale codziennie ułatwia sięganie do schowka pod konsolą, którego wcześniej po prostu tam nie było. Duży, elektrycznie sterowany dach panoramiczny dodatkowo otwiera wnętrze na górę – nawet w pochmurny dzień w kabinie nie czuć ciasnoty, a przy dobrej pogodzie robi się z tego całkiem przyjemny, „otwarty” charakter podróży.

Do tego opcjonalnie system audio BOSE Premium z 10 głośnikami, podgrzewana przednia szyba (rzecz, którą docenia się dopiero pierwszego mroźnego poranka) oraz hak holowniczy – bardzo na miejscu, biorąc pod uwagę deklarowaną zdolność holowania do 1800 kg.

Technologia – tu zaszła prawdziwa rewolucja

System NissanConnect z wbudowanymi usługami Google, po raz pierwszy zastosowany w modelu X-Trail, zapewnia integrację z Asystentem Google, sklepem Google Play, aktualnymi informacjami pogodowymi oraz zdalnymi aktualizacjami systemu – wszystko bez konieczności sięgania po telefon.

W praktyce wyglądało to tak, zagaduję „Hej Google, ustaw nawigację do najbliższej stacji benzynowej” albo „Hej Google, włącz podgrzewanie przedniej szyby” i auto po prostu to robi, bez dotykania ekranu, bez szukania odpowiedniego menu. Po kilku dniach złapałem się na tym, że korzystam z komend głosowych częściej niż z dotykowego ekranu, co w aucie rodzinnym, gdzie ręce i tak często są zajęte czymś innym, ma ogromne znaczenie.

Drugim dużym plusem jest zmodernizowany system kamer 360° 3D. Nowe, szerokokątne kamery zewnętrzne dają realny widok trójwymiarowy z ośmiu różnych kątów – łącznie z czterema narożnikami auta. Parkowanie w ciasnych, miejskich uliczkach albo manewrowanie na leśnym parkingu przy pełnym bagażniku sprzętu stało się zauważalnie prostsze. Szczególnie spodobała mi się funkcja „niewidzialnej maski” – dzięki obrazowi z przedniej kamery i predykcyjnemu przetwarzaniu widzę dokładnie, gdzie są przednie koła, mimo że fizycznie zasłania je maska. Przy podjeżdżaniu do krawężnika czy omijaniu kamienia na nieutwardzonej drodze robi realną różnicę.

System wspomagania kierowcy ProPILOT Assist też przeszedł modernizację – w praktyce odczułem to jako płynniejsze i mniej „nerwowe” reakcje przy utrzymywaniu pasa ruchu, a także sensowne rozpoznawanie ograniczeń prędkości na podstawie znaków drogowych, bez fałszywych alarmów, które w niektórych autach potrafią irytować na długich trasach.

Napęd e-4ORCE – to jest serce tego testu

Testowany egzemplarz to wersja 4WD e-4ORCE, czyli połączenie unikalnego dla Nissana napędu e-POWER z układem napędu na cztery koła. Warto zrozumieć, jak to działa, bo to nie jest klasyczny hybrydowy SUV – tu koła napędza wyłącznie silnik elektryczny, a spalinowa jednostka pracuje jedynie jako generator prądu. Efekt? Natychmiastowy moment obrotowy od pierwszego centymetra pedału gazu, płynność charakterystyczna dla aut elektrycznych i praktycznie brak wibracji typowych dla klasycznych silników spalinowych – a wszystko to bez konieczności podłączania auta do ładowarki.

W liczbach wersja 4WD e-4ORCE prezentuje się następująco:

DANE TECHNICZNE – Nissan X-Trail 4WD e-4ORCE
Moc maksymalna213 KM
Maksymalny moment obrotowy330 Nm + 195 Nm
0–100 km/h7,0 s
Prędkość maksymalna180 km/h
Zużycie paliwa (WLTP)5,7 l/100 km*
Emisja CO₂ (WLTP)128 g/km*
Zdolność holowaniado 1800 kg

*wartości orientacyjne wg danych producenta

Dodatkowy silnik elektryczny na tylnej osi w wersji e-4ORCE nie tylko skraca sprint do „setki” o cały sekundę, ale przede wszystkim zauważalnie poprawia stabilność w zakrętach i na śliskiej nawierzchni. Na mokrej drodze i na gruntowym odcinku, na który celowo zjechałem podczas testu, auto rozkładało moment obrotowy między osie na tyle inteligentnie, że w żadnym momencie nie poczułem niepewności – a to w końcu jedna z tych rzeczy, za które klienci od lat kochają X-Traila.

X-Trail, który dorósł, nie tracąc charakteru

Po kilku dniach z kluczykami w kieszeni mogę powiedzieć jedno, nowy X-Trail w wersji 4WD e-4ORCE robi dokładnie to, co powinien robić dobry facelift – bierze wszystko, co w poprzedniku działało i podkręca to bez zbędnego eksperymentowania. Design zyskał charakter, którego trochę brakowało, wnętrze awansowało pod względem jakości materiałów, a integracja z Google realnie zmienia codzienne korzystanie z auta, nie będąc jedynie marketingowym hasłem na plakacie.

Napęd e-4ORCE to argument sam w sobie – cisza i płynność jazdy elektrycznej połączona z pewnością napędu 4×4 i bez konieczności szukania ładowarki, to kombinacja, która w tym segmencie wciąż nie ma zbyt wielu bezpośrednich odpowiedników.

Czy to auto dla każdego? Nie – to wciąż spory, rodzinny SUV, a nie miejski crossover. Ale dla rodzin, które faktycznie wykorzystują potencjał takiego auta – wyjazdy w góry, holowanie przyczepy czy weekendy poza miastem – odświeżony X-Trail e-4ORCE broni się bardzo dobrze i to na kilku frontach naraz.

Marcin Dębowski
Jako redaktor naczelny portalu selected.pl od lat śledzę świat motoryzacji, testując i opisując samochody, które wyróżniają się designem, technologią i charakterem. W swoich tekstach stawiam na autentyczne wrażenia z jazdy, konkrety i spojrzenie na auta nie tylko przez pryzmat danych technicznych, ale przede wszystkim emocji, jakie potrafią wywołać.