Weltmeister próbuje wrócić do gry

Chińska motoryzacja od lat funkcjonuje w dwóch równoległych światach. Z jednej strony mamy gigantów, którzy rozpychają się globalnie marki wprawiające w zakłopotanie zarówno europejskie koncerny, jak i amerykańskich technologicznych wyjadaczy. Z drugiej strony istnieje cała warstwa firm mniejszych, często ambitnych, czasem przecenionych, innym razem boleśnie niedoszacowanych, które każdego roku próbują swoich sił w branży, gdzie margines błędu praktycznie nie istnieje. Weltmeister jest jednym z najciekawszych przykładów tej drugiej grupy – marki, która miała potencjał stać się poważnym graczem, upadła szybciej, niż ktokolwiek się tego spodziewał, a dziś próbuje wrócić na rynek, który zmienił się bardziej, niż byłaby w stanie przewidzieć.

Powrót Weltmeistera zaczyna się w momentach mało widowiskowych, ale kluczowych z biznesowego punktu widzenia. Firma, która przeszła finansową restrukturyzację i jeszcze niedawno balansowała na krawędzi zapomnienia, właśnie powołała nową spółkę sprzedażową w Wenzhou. To niby tylko strukturalny detal, ale w realiach chińskiej gospodarki ma ogromne znaczenie. Wenzhou nie jest przypadkiem na mapie – to produkcyjny organizm, który od dekad buduje przewagę regionu w przemyśle lekkim, elektronice i automotivie. Ulokowanie sprzedaży i dystrybucji w tym miejscu to jasny sygnał, czyli Weltmeister chce odbudowywać swoją pozycję tak pragmatycznie, jak to tylko możliwe.

Firma zainwestowała 200 milionów juanów, czyli około 27 milionów dolarów – nie jest to kwota, która pozwala zdobyć rynek, ale wystarczająca, by wrócić do punktu, gdzie można o tym w ogóle zacząć myśleć. Nowa spółka, ZhimaXing (Wenzhou) New Energy Vehicle Sales Co., ma zajmować się niemal wszystkim, co tworzy współczesny ekosystem aut elektrycznych: sprzedażą pojazdów, akcesoriami, częściami, obsługą posprzedażową, wymianą baterii, a nawet recyklingiem akumulatorów. To ambitny zakres działań, który pokazuje, że Weltmeister próbuje nie tylko wrócić na rynek, ale też wpisać się w nowy paradygmat strategii, jakim żyją dziś chińscy producenci – pełną kontrolę nad cyklem życia pojazdu.

Równolegle przeprowadzana restrukturyzacja otworzyła kolejny rozdział w historii marki. W kwietniu 2025 roku Shenzhen Xiangfei Auto Sales Co. przejęło kluczowe aktywa Weltmeistera, dając sygnał, że mimo wcześniejszych problemów ktoś wciąż widzi potencjał w tej marce. Na tej bazie powstał plan wznowienia produkcji dwóch modeli, które jeszcze przed finansowymi turbulencjami były fundamentem gamy: EX5, czyli kompaktowego elektrycznego SUV-a, oraz E5 – elektrycznego sedana. Jeszcze kilka lat temu oba modele uchodziły za przykłady udanego podejścia do rynku: rozsądnie wycenione, technologicznie wystarczające, dobrze przyjęte w miastach drugiego i trzeciego rzędu. Dziś Weltmeister próbuje wrócić do nich jak do symboli swojej dawnej świetności.

W planach na 2025 rok pojawia się produkcja na poziomie od 10 000 do 20 000 sztuk – skromna, wręcz ostrożna skala, ale w przypadku firmy powstającej po restrukturyzacji zawsze chodzi bardziej o pokazanie, że linie produkcyjne w ogóle ruszają, niż o same liczby. Chiński rynek jest bezlitosny: marka, która znika na rok, praktycznie umiera. Weltmeister zniknął na dłużej, a teraz próbuje udowodnić, że zasługuje na drugą szansę.

Ale powrót do produkcji to tylko część tej opowieści. Prawdziwą ambicją jest pięcioletni plan rozwoju, który zakłada wprowadzenie ponad dziesięciu nowych modeli – sedanów, SUV-ów i MPV – zarówno w wersjach całkowicie elektrycznych, jak i w odmianach z napędem range-extended. To odważna deklaracja, choć nie można zapominać, że w Chinach takie zapowiedzi stały się normą. Firmy funkcjonują tam w warunkach presji, której europejscy producenci mogliby nie wytrzymać. Tempo premier, tempo innowacji, tempo zmian – wszystko dzieje się szybciej, niż wielu obserwatorów jest w stanie przyswoić. Weltmeister próbuje więc grać w tę samą grę, co giganci, choć zaczyna z dużo trudniejszej pozycji.

Jednocześnie powołanie nowej spółki sprzedażowej jest jasnym sygnałem, że firma odrobiła lekcję z poprzednich lat. Chiński rynek EV już dawno przestał być tym entuzjastycznym, świeżym polem do eksperymentów. Dziś wygrywa nie ten, kto ma najtańsze auto czy najbardziej kolorowy konfigurator, ale ten, kto zapewni klientowi stabilność: szybkie dostawy części, sprawny serwis, pewny dostęp do baterii, a nawet gwarancję recyklingu podzespołów, które po latach użytkowania stają się obciążeniem. Weltmeister nie może pozwolić sobie na kolejny błąd w obszarze, w którym kiedyś był zbyt słaby, aby konkurować z większymi.

Trudno jednak nie zauważyć, że otoczenie, do którego firma wraca, jest dzisiaj bardziej brutalne niż w 2018 roku, kiedy debiutował EX5. Wtedy wystarczyło mieć konkurencyjną cenę i obiecywać nowoczesne doświadczenie użytkownika. Dziś konkurencja obejmuje setki marek i setki modeli, a dominują ci, którzy zbudowali całe zaplecza technologiczne — od software’u po baterie, od infrastruktury ładowania po powiązania z gigantami pracującymi nad sztuczną inteligencją. W porównaniu z nimi Weltmeister jest maratonistą, który właśnie wstał z toru, gdzie upadł po kontuzji, i próbuje dogonić peleton, który odjechał kilkadziesiąt kilometrów dalej.

Mimo to próba odbudowy jest warta uwagi. Nie dlatego, że Weltmeister ma pewną przyszłość bo tej nikt nie może zagwarantować. Ale dlatego, że w tej historii jak w soczewce skupia się cały chiński przemysł motoryzacyjny. Branża, w której firmy powstają, rosną, upadają i próbują wracać częściej niż gdziekolwiek indziej. Branża, w której tempo innowacji jest tak duże, że nawet porażka sprzed dwóch lat nie przekreśla szansy na powrót. I wreszcie branża, w której widać, że sama skala rynku pozwala niektórym firmom wrócić na powierzchnię, jeśli tylko znajdą inwestora gotowego dać im nowe życie.

Czy Weltmeister wykorzysta tę szansę? Rynek zweryfikuje to szybciej, niż firma zdąży zaprezentować wszystkie nowe modele. Kluczowe będzie to, czy uda się utrzymać stabilną produkcję EX5 i E5, odbudować zaufanie klientów i stworzyć realną alternatywę dla dziesiątek konkurencyjnych marek. Jeśli tak się stanie, historia Weltmeistera będzie jednym z ciekawszych powrotów w chińskiej motoryzacji. Jeśli nie  będzie kolejnym przypisem w długiej księdze firm, które zapowiadały dużo, a ostatecznie przegrały z rynkiem, który nie zna litości.

Jedno jest jednak pewne, Chiny pozostają miejscem, gdzie nawet upadła marka może dostać drugie życie. I właśnie to czyni tę branżę tak fascynującą.

Marcin Dębowski
Jako redaktor naczelny portalu selected.pl od lat śledzę świat motoryzacji, testując i opisując samochody, które wyróżniają się designem, technologią i charakterem. W swoich tekstach stawiam na autentyczne wrażenia z jazdy, konkrety i spojrzenie na auta nie tylko przez pryzmat danych technicznych, ale przede wszystkim emocji, jakie potrafią wywołać.